WITAMY NA BLOGU INUSTKA

2 Siostry i Ustka

2 Siostry i Ustka.


Witajcie na naszym siostrzanym blogu - To nasz start więc łapiemy wiatr w żagle :)

Nasza miłość do Bałtyku, uwielbienie spokoju i ciszy, a jednocześnie fascynacja wielokulturowością ludzi, podróży tych dalszych i bliższych ale przede wszystkim prowadzenie własnych niewielkich biznesów, które wyciskają z nas ostatnie poty i powodują że potrzebujemy… czego? No czego? Czego człowiek potrzebuje, żeby nie zwariował w tym pędzie życia?... po długich rozmyślaniach doprowadziły do jednakowych wniosków – USTKI!
Potrzebujemy właśnie Ustki! Potrzebujemy jej jak powietrza.
Ustkę, którą znamy od najmłodszych lat dziecięcych, Kiedyś dawno temu, dwie małe dziewczynki, z mamą i tatą, wypchanym po sufit Fiatem 126P, z bagażnikiem na dachu, na  którym umocowane paskami jechały 2 ogromne, skórzane torby, przemierzały pół Polski by wypoczywać,  aż 3 pełne tygodnie, na przepięknych usteckich plażach. By kapać się, biegać boso po plaży, szukać skarbów na wydmie. By chadzać na borowiki i rydze po obrzeżnych lasach z małymi koszyczkami uplecionymi przez babcię. By wieczorem iść deptakiem, tańczyć i śpiewać czy przykucnąć i patrzeć jak dostojnie spacerują mewy.
I tu zaczyna się nasza siostrzana przygoda z najukochańszą Ustką, którą jesteśmy w stanie zarazić każdego, nawet najbardziej sceptycznego człowieka na tej i innej planecie. Ustka to coś więcej, coś o wiele więcej niż kurort wakacyjno-sanatoryjny, niż wakacje, Majówka czy wypad weekendowy.
Ustka to magia!
Będziemy starały się pokazać wszystko to co w niej najlepsze. To co nas urzekło, to co daje nam ogromną siłę i nieopisaną radość. Mimo, że jesteśmy zupełnie inne, mamy kompletnie różne gusta, stanowimy dwa przeciwstawne bieguny to odkryłyśmy świat, który nas totalnie łączy – Ustkę!
Jesteśmy w niej zakochane po uszy….
Ale po kolei
Ustka stanowi najpiękniejszy fragment polskiego wybrzeża, gdzie atrakcji nie brakuje, zabytki pamiętają czasy średniowiecza, a sama już jej historia jest zaskakująca. Czy wiecie, że Ustka to jedyne miasteczko w Polsce, któremu prawdopodobnie nigdy formalnie nie nadano praw miejskich, mimo że ma status miasta uzdrowiskowego, jak podają źródła?
Jeżeli już w trakcie kilku dni zdążycie zwiedzić najważniejsze zabytki i solidnie wypocząć na usteckich plażach to zachęcam skorzystać z wyśmienitej rybki. Mimo, że Syrenka przeszła metamorfozę Kuchennych Rewolucji ja zawsze będę rekomendować rybkę z namiotu u przesympatycznego Pana w Starym Porcie.  Nie sposób Go pominąć. Kierujcie się Bulwarem Portowym w stronę Promenady, usłyszycie zapewne już o oddali - DORSZ W MASEŁKU CZOSNKOWYM!
Plaża jest przepiękna, szeroka z białym czystym piaskiem, chrupiącym pod nogami. Ja kocham ją szczególnie rankiem, gdy nie ma jeszcze turystów.
Krótko po wschodzie słońca zabieramy Jagę, suczkę mojej siostry, i rozpoczynamy nasz codzienny rytuał. Siostra maszeruje a ja biegnę. Sama kocham marsze, ale za nią nie sposób nadążyć. Więc musiałam nauczyć się biegać. I nauczyłam. I biegam. I kocham poranne bieganie. Stąd i miłość do biegów też zawdzięczam Ustce. Siostra maszeruje a ja biegnę, Jaga dzieli odległość między siostrą a mną. Mijamy ludzi. Różnych. Jedni coś odpowiedzą uśmiechną się, inni przejdą bez zauważenia, nie podejmując rozmowy. I dobrze. Robimy co chcemy, nasze życie, nasz czas wolny, nasz wybór. Zauważyłam, że siostra zawsze się wtedy do siebie uśmiecha. Jest bardziej spokojna niż ja, wyciszona i skupiona do wnętrza. Mnie to irytuje czasem, że nie odpowiadają gdy się wesoło zawoła „Dzień dobry”,  nie uśmiechną się, co nie widzą?! Siostra mawia „Co człowiek to historia. Nie wiesz co tu robi? Przyjechał, mieszka, szuka kogoś, czegoś a może szuka sam siebie?”
To właśnie daje Ustka –  daje nam wolność!
Ja tu czuję się jak ptak. Mogę być i jestem wolna. Chcę ciszę i spokój to znajdę ją na plaży Zachodniej, ta część jest prawie dzika. Biorę książkę, termos z kawą, koniecznie świeżo parzoną, pled pod pachę i idę na plażę. Zawsze mam zamiar poczytać. I niestety nigdy mi się to nie udaje. Wszystko mnie tu urzeka. Zapach morza jest tu inny niż gdziekolwiek indziej. Szum fal inaczej postrzegają moje uszy. I niebo, bezkresne niebo, po nim mogę szybować. I szybuję…często nawet odlecę niczego nie używając :). Błoga cisza, która tak mnie nastraja. Tak tu jestem ptakiem. Będąc w tej części Ustki koniecznie musicie wybrać się do Bunkrów http://www.inustka.pl/pl/blog/iii-rzesza-i-ustka
Gdy potrzebuję zabawy, śmiechu czy zatęsknię za innymi ludźmi to korzystam ze swych nóg by przejść ulicą naokoło, nadrabiając 2 kilometry na „skomercjalizowaną” bardziej wystawną i tętniącą życiem wschodnią część. Oczywiście mogę i skorzystać z fantastycznego mostku, który powstał w 2014 roku. Cud nowoczesności. Kursuje co 15 minut i łączy część wschodnią z zachodnią Ustki. 

Znalezione obrazy dla zapytania ustka zdjęcia

Znalezione obrazy dla zapytania ustka zdjęcia

Polecam, koniecznie trzeba się nim przejść, choć ja już nie chadzam. Wolę na nogach, dookoła,  wyłącznie po to by popatrzeć na stary dworzec PKP z 1876 roku, kiedy do kurortu doprowadzono pierwsze połączenie kolejowe. Dla Ustki był to moment przełomow.

 

 

 

Idę dalej na Promenadę Nadmorską, ale wpierw muszę zobaczyć falochrony w pobliżu latarni morskiej. Nastrajają mnie bardzo melancholijnie podobnie jak sama latarnia. Choć ją trzeba zobaczyć nocą. Budynek powstał w 1892 roku, a wcześniej stała tu stacja doświadczonych marynarzy, którzy pomagali żeglarzom z wejściem do portu. Obecny budynek posiada ośmiokątną wieżę, o wysokości 21,5 m, wysyłającą białe światło na odległość  prawie 30 kilometrów. Zachęcam do obejrzenia w sezonie letnim.

 

 

 

 

I zanim wtopię się z wakacyjnym rytmem Promenady, stworzonej w 1875 roku na wydmach, przysiądę na wysłużonej ławeczce by popatrzeć na horyzont. Wielokrotnie zastanawiam się na co patrzę? Co chcę zobaczyć? I nie wiem, chyba niczego nie oczekuję. Sama radość patrzenia jest wystarczająco dobrym powodem by przysiąść i dać sobie chwilę. Ale jako, że jestem duchem niespokojnym i niespecjalnie mogę usiedzieć w jednym miejscu dłużej, przemierzam na Promenadę.
Ach co tu się dzieje:).  Cuda – wianki. Co tu jest a czego nie ma. Zgodnie z ówczesną modę, kiedyś na trakcie spacerowym grała orkiestra, włodarze wynajmowali zespoły pieśniaków i tancerzy, wszystko by zachęcać turystów. Nawet Otto von Bismarck z zoną i teściem mieli swój stolik by zwyczajowo jadać śniadanie na usteckiej promenadzie.
A dziś „Kolorowe jarmarki” Maryli Rodowicz, mojej ukochanej wokalistki wraz z „Parostatkami” Krzysztofa Krawczyka, którego piosenki kocham jak nikt, to naprawdę niewiele w porównaniu do tego co tu widzę i za każdym razem wprowadza w osłupienie. Jakie niektórzy ludzie mają talenty! Dziwy.  Zazdroszczę im. Przez lata próbowałam odkrywać w sobie talent, bo podobno każdy z nas jakiś ma. Podobno. Czegoż to ja nie próbowałam. Tańczyłam, śpiewałam, malowałam,  szydełkowałam, gotowałam, pisałam wiersze. Szukałam skwapliwie. Na nic wszystko. Później odkryłam, że jeśli nie mogę (póki co rzecz jasna), znaleźć teraz żadnego talentu, to poszukam sobie hobby. Ot to był pomysł! Nawet i pocztówki próbowałam zbierać. Siostra zbierała, szczególnie stare, to i ja przecież mogę.  Chowała je w pudełeczka od butów i  pilnowała i strzegła jak skarb najdroższy. Ależ byłam dumna z niej, wszystkim koleżankom się chwaliłam i czasami im je pokazywałam, oczywiści mówiąc że są moje. Tata zbierał znaczki. Oglądał zawsze z takim przejęciem, że mi dech zapierało, i nie widział, że podglądam. Patrzył i patrzył. To będę zbierać i ja. Najpierw pocztówki, później znaczki, następnie papierki od gumy do żucia – balonówki jasne że balonówki, dalej kalkomonie, itd. Itd. Itd. Z marnym skutkiem.

 

 

 

 

I tu na Promenadzie widzę całe moje dzieciństwo. Jak kadry z filmu, odkrywają się jak żywe, moje talenty, hobby, moje dziecięce i dorosłe marzenia. Bo przecież je nadal mam. Wstyd chcieć być dziś księżniczką ale mogę byś słynną pisarką np. Mogę spisywać różne marynarskie czasem i te bardziej siarczyste historie, chętnie opowiadane przez Wilki Morskie tu w starych portowych kafejkach.  Mogę być przecież malarką co maluje marynistyczne obrazy.  Widzę siebie przy sztalugach z pędzlem malującą najpiękniejsze polskie wybrzeże. Mogę śpiewać na Promenadzie, bo każdy przecież może.
Tu mogę być kim tylko chce. Na Promenadzie usteckiej mogę być  kim tylko zapragnę! Wieczór się zbliża a ja jeszcze na lodach nie byłam. Na Promenadzie w Ustce czasu nie da się policzyć. No ale ja chcę lody, no to lecę na Grudziądzką.  U Pani, której lodziarnia „została” w głębokich komunistycznych czasach, nic się nie zmieniło. Lody mają ten sam smak, od lat. Pani rok w rok wygląda tak samo. Czas w tym miejscu się zatrzymał. Lody zawsze smakują tak samo. Palce lizać! Zawsze biorę waniliowe. Pyszne lody waniliowe, koniecznie w wafelku. Kocham je! Pani przemiła, zawsze pięknie ubrana i wystrojona w zdobną biżuterię. Włosy zawsze takie same – fryzura w tzw. „trwałą ondulacją”. I  umalowana kolorowo acz gustownie, jak nasza mama kiedyś. Nieważne czy w pracy, czy po pracy, czy w popołudniową wolną sobotę, czy na niedzielnym obiedzie. Szykownie wyglądała na te szare smutne czasy.  Pani od lodów wygląda i dziś dostojnie i z uśmiechem podaje nam lody,  zawsze tłumacząc że jej receptura jest niezmienialna. Dlatego takie są pyszne. Polecam serdecznie! Lody przepyszne a zjeść je przy stoliku w obrusie w kratkę, z wydawką  w stylu PRLowskim.

Ustka Taka atmosfera!

 

1 Komentarzy

  • Piotr May 04, 2016

    :)

Komentarzy